2013-01-11 19:54:58
Inka i Murek - nasz pierwszy ślub
...ich zresztą też :)








Rok 2010. Inka wychodzi za mąż, Murek się żeni, no w sensie, że oni razem, ze sobą, znaczy się :) W sierpniu. Konkretnie 3-go. We wtorek, po południu. Mamy robić zdjęcia. Mamy robić ślub! PIERWSZY!!

Inkę znamy wcześniej, Murka poznajemy. Słuchamy ich wspólnych historii o niespodziankach Murka dla Inki. Lubimy ich razem od razu.
Jedziemy na wizję lokalną do kościoła, rozmawiamy z księdzem. Będzie super, sierpień, lato, malutki kościółek, są okna, damy radę. Sprawdzamy czas zachodu słońca, obliczamy złote godziny.... AAAaaaaaaAAaaaaAAaaaa! Będzie ciemno!

3 dni przed ślubem, próba generalna - plener narzeczeński, przekładany wcześniej dwa razy, z uwagi na pogodę. Inka maluje i wygląda pięknie, Murek zakłada trykot i kupuje nas ostatecznie :) Sesja cyrkowa, ubaw po pachy, dla nich (tak utrzymują :), dla nas, dla spacerowiczów. Potem będzie jeszcze sesja ślubna w wesołym miasteczku i rocznicowa w łóżku.

Przychodzi wtorek, szaro, buro, zimno... Jedziemy do hotelu, humory wisielcze, choć to raczej od pogody niezależne :) Inka i Murek w chillout-owych nastrojach. Mimo, że szaro, mimo, że buro, mimo, że zimno. Aż miło :) Wiążemy Inki sukienkę (do dziś to mamy w ofercie :), domawiamy szczegóły z ekipą video, fotografujemy.

Czas na ceremonię. Jest szaro, buro, zimno, robi się ciemno, pada (!). Jesteśmy twarde, sprawiamy wrażenie, że w ogóle nie robi to na nas żadnego wrażenia. Fotografujemy. Zmieniamy obiektywy, buty (zamokły), auto (obstawiamy Parę Młodą i salę przed gośćmi (potrafimy się nieźle sklonować :)).

Przyjęcie weselne. Kilkanaście osób. Tylko najbliższa rodzina. Inka śpiewa dla Murka (we wcześniejszym wywiadzie słyszymy: "tylko nikomu nie mówcie, bo to niespodzianka, mówię Wam, żebyście mogły zrobić zdjęcia"), Tata Inki śpiewa dla córki ("tylko nikomu nie mówcie, bo to niespodzianka, mówię Wam, żebyście mogły zrobić zdjęcia"), Mama Inki czyta Inki listy do Babci, z koloni. Największą niespodzianką Murka, Człowieka-Niespodzianki, jest tym razem brak niespodzianki :) Potem już wszyscy śpiewają dla wszystkich, na przemian, na zmianę, na głosy. Tańcom nie ma końca, poznajemy prawdziwe oblicze twista, Babcię Karolinę oraz walca, Babcię w parze z Dziadkiem.

Przestało padać i choć jest zimno w powietrze idą lampiony, z dymem prawie strzecha hotelu. Manager prawie omdlewa, to jego pierwszy ślub :) Biegnie okryć kocem Inkę.

Jest cudownie, jest wesoło, jest radośnie, jest wzruszająco; mimo, że szaro, mimo, że buro, mimo, że zimno.

To chyba miłość :)

Parę wspomnień znajdziecie w galerii.





« Poprzedni Inne wpisy Następny »